Ramen Girl of Yellow Dog

Stałam się już regularnym uczestnikiem Restaurant Weeku. Tym razem wybór padł na znane miejsce serwujące kuchnię inspirowaną Azją, Japonią – Ramen Girl of Yellow Dog.

Powiem szczerze, że gdyby nie to, że znałam adres i mój Kulinarny Towarzysz czekał na mnie nieopodal wejścia, to ciężko byłoby lokal znaleźć. Mimo iż znajduje się w jednym z najbardziej ruchliwych miejsc stolicy, to od strony ulicy jest zupełnie niedostrzegalny – niczym się nie wyróżnia, nie wiadomo czy restauracja działa czy nie.

Po wejściu lokal również niczym się nie wyróżnia, ale gdy zejdziemy po schodach już poczujemy klimat tego miejsca. Surowy, trochę industrialny wystrój i kuchnia otwarta robią naprawdę miłe wrażenie. Miła obsługa, oprócz tego Gości obsługiwała właścicielka Luiza Trisno, co zrobiło na nas dobre wrażenie – można było ją poznać, a sama z ogromną przyjemnością opowiadała o daniach. A co takiego nam zaserwowano?

Przystawka: śledź w kawie i wasabi z ziołową brioszką lub terina z kalafiora, liści curry i mleka kokosowego

IMG_1995

IMG_1996

O ile terina, którą wziął sobie mój Kulinarny Towarzysz była jak dla mnie trochę mdła, to śledź po prostu był wyborny. Nie lubię wasabi, a tutaj wszystkie smaki świetnie się równoważyły. Spokojnie mogłabym wziąć więcej!

Danie główne: Złoty ramen z soczystą łopatką wieprzową, jajem sous vide, marynowaną rzepą i wakame lub Zielony ramen na wywarze dashi, z brokułem gałązkowym, pok choi’em i shiso.

IMG_1998

IMG_2000

Oba dania były naprawdę pyszne. Esencjonalne, pełne smaków, jak dla mnie była to prawdziwa kulinarna podróż. Co prawda o mało co nie umarłam, kiedy niechcący ugryzłam kawałek papryczki chilli z mojego ramenu i panicznie łapałam hausty powietrza, ale danie naprawdę było dobre. Mnóstwo składników, duży bukiet aromatów, a sama zupa była bardzo syta.

Deser: Ecler z dżemem z kokosa i pandanu lub Orientalna tarta miso

IMG_2001

IMG_2003

Ecler dobry, aczkolwiek porcja była bardzo skromna, naprawdę degustacyjna 🙂 Jeśli zaś mowa o tarcie miso… Zakochałam się w tym deserze i wspominałam go przez cały dalszy dzień. Słodko-słony, trochę wytrawny, egzotyczny. Niebo w gębie. Tarta robiona jest na bazie sfermentowanej soi, całość ładnie dekoruje hibiskus. Właścicielka Luiza mówiła, że deser wzbudza wiele kontrowersji, wielu gości zostawia często tartę na talerzu. O gustach się nie dyskutuje, jednak aż trudno mi w to uwierzyć. Uwielbiam zaskakujące desery. Jestem osobą, która do restauracji idzie zjeść coś nowego, spróbować niecodziennych dań i połączeń, a ten deser zaskoczył mnie zupełnie.

Wizyta naprawdę udana, jedna z lepszych jakie udało mi się zaliczyć spośród wszystkich edycji festiwalu. Śledź i tarta miso to dla mnie absolutne numery jeden, z samego lokalu wyszłam wręcz przejedzona. Ramen Girl to miejsce dla poszukiwaczy smaków, kulinarnych podróżników. Jeśli jesteście tradycjonalistami to miejsce Was raczej rozczaruje.

Na pewno tu wrócę. Mam nadzieję, że niedługo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s