Matura to bzdura – 3 semestr na GiH-u

Mam nadzieję, że najgorsze już za nami – 3 semestr. Oto kolejny odcinek relacji ze studiów dla tych, którzy są ciekawi co ich czeka lub wahają się, czy nie iść na gastronomię i hotelarstwo. Trzy, dwa, jeden… Jedziemy!

Analiza żywności – dla mnie to była masakra. Krótkie wyjściówki, które kompletnie mi nie szły. Uczenie się na pamięć rzeczy i nazw związków chemicznych, których prawdopodobnie już nie użyję i których już nawet teraz nie pamiętam. Polegało to na wykuciu metody, za pomocą której oznaczamy węglowodany, białko, itd. Jako, że jestem chemicznym beztalenciem, to przedmiot frustrował mnie jeszcze bardziej. Byle tylko zaliczyć – obyło się bez większych ambicji.

Ogólna technologia żywności – bardzo sympatyczny przedmiot, ciekawy (jak dla mnie) materiał, praktyczne ćwiczenia, z których można było wynieść dla siebie spostrzeżenia i wnioski. Pieczenie chleba, aby sprawdzić m. in. wartość wypiekową mąki, robienie majonezu jako przykładu emulsji, itp. A na koniec wycieczka do browaru.

Towaroznawstwo żywności – przedmiot z kategorii tych, które trzeba przejść, bo są potrzebne, choć nie zawsze ciekawe. Podzielony był na dwa bloki: owocowo-warzywny i produktów przetworzonych. Blok pierwszy był często monotonny – ocenianie klasy warzyw i owoców, opisywanie gatunków, itp. Niektóre ćwiczenia z drugiego bloku były bardzo ciekawe, np. produkcja własnego twarogu na ćwiczeniach z nabiału. Czasem było lepiej, czasem gorzej, ale przedmiot przydatny. Egzamin natomiast był bardzo szczegółowy.

Technologia żywności pochodzenia zwierzęcego – mój ulubiony! Ćwiczenia z sensem – porównywanie smaku i jakości różnych produktów, dużo przydatnej wiedzy, świetni Prowadzący. Przedmiot podzielony na blok mięsny, mleczny, rybny oraz oddzielne ćwiczenia z jaj i miodów. Ocenialiśmy omlety wykonane z jaj z różnego chowu, mięso o zróżnicowanej marmurkowatości, mleko, sery, desery mleczne – naprawdę dobrze poprowadzony przedmiot, z którego można było dużo wynieść. 

Higiena i toksykologia żywności – oddzielnie była prowadzona Higiena i oddzielnie Toksykologia. Higiena nie była porywająca, ze względu na samą specyfikę przedmiotu – HACCP, zagrożenia, wymagania sanepidowskie, trochę też powtórki z mikrobiologii. Składową zaliczenia ćwiczeń było napisanie własnej księgi GHP/GMP, co nadało przedmiotowi praktyczny wymiar. Toksykologia dla mnie była bardzo ciekawa, Prowadząca miała ogromną wiedzę, same ćwiczenia były ciekawe i uświadamiały jak wszystko począwszy od uprawy aż po opakowanie może wpływać negatywnie na żywność. Do nauki egzaminu lepiej nie siadać na jeden wieczór przed godziną W 🙂 

Oprócz przedmiotów kierunkowych mieliśmy także:

Język obcy – hahaha. Tyle na ten temat. Wypowiadałam się wcześniej o nim tutaj. Końcowy egzamin z języka turystycznego na poziomie B2 z angielskiego jest obowiązkowy dla gastronomii i hotelarstwa oraz turystyki i rekreacji. Nie przygotowałam się do niego w ogóle, ale dzięki szczęściu i temu, że od roku pracowałam w hotelu udało mi się zaliczyć go na 3,5.

Wychowanie fizyczne – zapisałam się na aerobik. Dobra rada: w dzień zapisów na wf przez internet usiądźcie przed komputerem wcześniej i polujcie. Jeśli się Wam nie uda zapisać na wf od razu, będziecie musieli stać w kilometrowych kolejkach na dodatkowych zapisach, gdzie być może nie starczy dla Was miejsca na zaplanowaną przez Was godzinę. Jeśli chodzi o sam aerobik to trafiłam idealnie. Prowadząca tryskała pozytywną energią, zajęcia były urozmaicone, aż chciało się chodzić. 

Dlaczego na początku napisałam, że „najgorsze za nami”? Ponieważ to był chyba najcięższy semestr. Z każdego przedmiotu były wejściówki. Tak – z k-a-ż-d-e-g-o. Podczas tego półrocza spędziłam chyba więcej czasu nad nauką, niż przygotowując się do matury. Oprócz tego prawie codziennie kończyłam zajęcia o 20.00, co było kolejnym utrapieniem. Czas w pracy musiałam zredukować, żeby wyrabiać się z nauką. Przed egzaminami nie wiedziałam od czego zacząć, tyle tego było. Jeśli chodzi zaś o samą sesję, to pierwszy raz poczułam co to takiego i czemu krążą o niej takie legendy 🙂

Całą prawdę znajdziecie w 4 sekundach poniżej:

Semestr był totalnie „żywieniowy”, hotelarstwa w nim się nie uświadczyło. Na tym etapie studiów można zauważyć, że póki co to jest to głównie gastronomia i nauka o żywności, a hotelarstwo to taki dodatek. Ma to się zmienić w kolejnym semestrze. Przynajmniej mam taką nadzieję. 

Być może trochę Was wystraszyłam, ale na pocieszenie dodam, że da się to przetrwać i wyjść obronną ręką 🙂 Jesteśmy właśnie na 4 semestrze, więc przeżyliśmy 🙂 Powodzenia!

 

Reklamy

4 odpowiedzi na “Matura to bzdura – 3 semestr na GiH-u”

  1. Gastronomia i Hotelarstwo, to kierunek, który bardzo mnie interesuje. Po przeczytaniu Twojego wpisu, tym bardziej chcę się tutaj wybrać. Czy ciężko jest się dostać? Nie ukrywam, że trochę się obawiam matury z biologii, z roku na rok jest coraz gorsza.

    1. To nie jest medycyna czy prawo, więc nie jest trudno się dostać. Jeśli napisałabyś dobrze podstawę z matematyki, biologii czy chemii to nie powinnaś się martwić 🙂

      1. No to mnie trochę uspokoiłaś. 🙂 W ostateczności poprawię maturę. Jeszcze mam do Ciebie jedno pytanie, czy osoby studiujące ten kierunek, to prawdziwi pasjonaci gotowania, czy raczej osoby, które poszły, bo nie wiedziały co ze sobą zrobić?

      2. To różnie, ale zdecydowana większość to pasjonaci lub osoby pracujące w branży 🙂 niektórzy bardziej wolą hotelarstwo, ale większość chce iść w gastronomię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s