Wielkie rozczarowanie – języki na SGGW

W drugim semestrze mój kierunek zaczął lektoraty. I tak jak z samych zajęć, planu studiów jestem zadowolona, o tyle wiem, co jest piętą achillesową tej uczelni – języki. To po prostu porażka.

Mamy do wyboru angielski, niemiecki, francuski i rosyjski, na które zapisujemy się online. W przypadku angielskiego zawsze czeka nas test poziomu językowego, ponieważ chętnych jest naprawdę dużo. Ja postanowiłam nie iść na angielski, ponieważ nie wyobrażałam sobie wałkowania znowu tego samego w identyczny sposób jak w liceum. Zapisałam się na francuski, oczekując utworzenia grupy średniozaawansowanej, która będzie celowała w wyższy poziom. Na francuski na moim poziomie przyszły jedynie może 3 zainteresowane osoby – w efekcie grupy nie utworzono. Jeśli chciałabym się uczyć tego języka to tylko od podstaw razem z mieszanką ludzi, którym nie udało się dostać na angielski. Czytając to, można domyśleć się, jaki byłby poziom motywacji takiej grupy.

Konsekwentnie nie chciałam iść na angielski, więc poszłam na rosyjski, którego uczyłam się… w podstawówce. O dziwo, wiele rzeczy pamiętałam. Jest to nauka dla początkujących, jednak na zajęcia nikomu nie chce się przychodzić. Ani nam, ani chyba nawet Prowadzącej. Jest jak w szkole. Siedzisz w ławce, robisz ćwiczenia. Gdybyśmy się chociaż uczyli słownictwa z branży – nic z tego, wałkujemy tematy typu „moja rodzina”, „w szkole” i inne tego typu pierdoły.

Podobno na zajęciach grupy wyżej zaawansowanej z angielskiego jest lepiej – mają podręcznik o tematyce turystycznej i powiązanej z branżą. Ale dynamika lekcji niczym nie różni się od naszej.

Kiedy dowiedziałam się, że na moim kierunku będziemy mieć tylko 2 semestry lektoratów zdziwiłam się – jak to, przecież w hotelarstwie języki to podstawa. Teraz żałuję, że nie trwa to tylko przez 1 semestr.

W efekcie postanowiłam wziąć sprawy we własne ręce. Wykupiłam sobie internetowy kurs angielskiego stricte pod branżę hotelarską i turystyczną, aby dobrze przygotować się do pracy w recepcji, której smak za jakiś czas poznam. Francuski będę szlifować po skończeniu obecnego kursu – wszystko po kolei. A rosyjski w międzyczasie na lektoratach i również po podrasowaniu angielskiego.

Podsumowując – z jakości wykładów, zajęć na Wydziale jestem zadowolona, jednak po lektoratach naprawdę nie spodziewajcie się wielkich osiągnięć. Może w innych grupach jest inaczej, jeśli tak, to są one gronem szczęśliwców.

Reklamy

Jedna odpowiedź na “Wielkie rozczarowanie – języki na SGGW”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s