Trattoria Murano – wrażenia z Warsaw Italian Weekend

Wczoraj w stolicy zakończył się wspominany przeze mnie wcześniej tutaj Warsaw Italian Weekend. Razem z moją kulinarną towarzyszką Mamą odwiedziłyśmy późną porą Trattorię Murano. Skusiło nas ciekawe menu, które na tle innych wyróżniało się pomysłowością. Z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale już niedługo będę dysponować lepszym sprzętem 🙂

Lokal jest niby w dobrej lokalizacji, gdyż niedaleko stacji metra Dworzec Gdański, jednak znajduje się na tyłach budynku. Wnętrze restauracji jest ładne, jasne, przyjemne. Na zdjęciach wydawało się większe, w rzeczywistości okazało się być bardziej kameralne. Obsługiwała nas bardzo miła kelnerka, generalnie atmosfera była bardzo sympatyczna. Festiwalowym koktajlem było Martini Tonic – pyszne i orzeźwiające.

Na przystawkę – Marmellata e fegato – ciepła konfitura z palonego ananasa, wątróbka, rukola, dressing malinowy.

100_1221

Pyszne danie. Wątróbka rozpływała się w ustach, połączenie jej z malinowym smakiem jest strzałem w dziesiątkę. Konfitura z ananasa również przyjemna, rukola soczyście chrupiąca i nie za gorzka, a jeśli chodzi o rukolę to często mam z tym posmakiem goryczy problem.

Danie główne – Cacciatore – kurczak duszony w korzennych warzywach i winie, mus chlebowy z octem balsamicznym, rukola.

100_1229

Kurczak i warzywa miały specyficzny posmak, ale ogólnie były dobre, jednak prawdziwą gwiazdą na talerzu był mus chlebowy. Istna rewelacja! Bardzo gęsty, syty, czuć było w nim posmak włoskiego sera. Mogłabym go jeść i jeść, choć bardzo szybko mnie nasycił.

Na deser klasycznie – Panna cotta. W opisie festiwalowym miała być ze świeżymi owocami i musem brzoskwiniowym z pieprzem. W efekcie była 1 malina, ale i tak było pysznie.

100_1232

Pytałyśmy się kelnerki, czy można oprócz tego zamówić coś z samej karty dań. Okazało się, że podczas trwania imprezy restauracja nastawiła się tylko na produkcję festiwalowych dań. Z jednej strony kiepsko dla tych, którzy nie wiedzieli o istnieniu całego wydarzenia i mogli przychodząc do restauracji z tego względu się rozczarować. Z drugiej strony jest to zrozumiałe, tym bardziej że rezerwacje i miejsca szybko się rozeszły. Restauracja musiała przygotować w sumie około 700 dań. Niestety pod koniec weekendu nie było nawet żadnego pieczywa. Owszem, przyszłyśmy późno, bo ok. 21.00, ponieważ udało mi się dopiero na tę godzinę zarezerwować ostatni stolik dla dwóch osób. Można niby przyczepić się, że logistyka trochę zawiodła, ale za pyszną przystawkę, deser i rewelacyjny mus chlebowy – wybaczamy 🙂

A już od 11 do 17 maja kolejne święto gastronomii, i to nie tylko w Warszawie, ale również w Trójmieście, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu. Do zobaczenia! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s