Wrażenia po I semestrze

Co tu dużo mówić zaczęła się sesja, więc I semestr prawie za nami. Dla tych co będą kiedyś zaczynać gastronomię i hotelarstwo warto napisać parę słów 🙂

W I semestrze do zaliczenia jest 11 przedmiotów. Dużo? Owszem, ale da się przeżyć. Nie spotkałam się z tym, żeby jakiś wykładowca chciał kogoś brzydko mówiąc „udupić”, bo zawsze z każdym można się było dogadać. Atmosfera ogólnie panowała miła, dużo osób pracowało w branży i lubi te klimaty. Oczywiście, jak zawsze tworzą się grupy bliższych i dalszych znajomych, nie zawsze ze wszystkimi ktoś się trzyma – ba, ja nawet wszystkich nie znam. A jak przychodzi zaliczenie, to niektóre twarze pierwszy raz na oczy widzę 🙂

Najpierw to co czeka wszystkich świeżaków, to kilka obowiązkowych szkoleń, na początku semestru. Są to szkolenie BHP (które o zgrozo trwa 3 godziny), biblioteczne (które przyda się osobom, które nie ogarniają systemu Biblioteki SGGW) i z praw studenta, które również może okazać się w przyszłości ważne. A jak z przedmiotami?

Podstawy chemii związków naturalnych – gdyby chemii uczyła mnie od początku ta sama osoba, która wykładała ten przedmiot, to nie miałabym z nią problemów. Wykładowca niezwykle sympatyczny, przedstawiał tematy w ciekawy sposób – chciało się słuchać. Wplatał w to ciekawostki, mnóstwo anegdot i dzięki temu nie było to takie „suche”. Dla chodzących na wykłady był także mały bonus. Jestem osobą, u której zawsze z chemią było ciężko, ale sama mogę stwierdzić, że jeśli się przyłożycie to można to ładnie zaliczyć.

Podstawy ekonomii – dużo tych wykładów nie było, więc trudno coś więcej o tym powiedzieć. Na pewno jednak warto przygotować się trochę wcześniej do zaliczenia, bo pytania (mimo tego ze były zamknięte) na egzaminie powiększyły moje oczy do rozmiaru 5-złotówki.

Hotelarstwo – bardzo przyjemny przedmiot, miła Prowadząca. Dużą zaletą było to, że na ćwiczeniach było przewidziane wyjście do hotelu – można było trochę zobaczyć i podpytać. Na ćwiczeniach po części teoretycznej, takiej jak np. analiza bazy noclegowej w Polsce czy kategoryzacji, królują potem prezentacje studentów, przez co człowiek ma tak utrwalone pewne rzeczy, że aż ma ich dość 🙂

Mikrobiologia żywności – to coś, do czego musicie się przyłożyć, a naukę do kolokwium proponowałabym zacząć jakieś 2 tygodnie wcześniej. Ćwiczenia, kiedy człowiek się skupi nie okazują się być zbyt trudne, jednak materiał do opanowania jest dosyć spory. Naprawdę lepiej tego nie odkładać na później, bo moim zdaniem jest to przedmiot, z którego w I semestrze najłatwiej o warunek. A warunki przypominam, że są płatne. Mikrobiologia ma 5 punktów ECTS – płacicie zatem 500 zł.

Marketing usług – bardzo ciekawy przedmiot, Prowadzące naprawdę obeznane z tematem. Z zajęć, jak tylko ktoś chciał, mógł wynieść dużo, ja na przykład dowiedziałam się o kompletnie dla mnie nieznancyh innowacyjnych formach promocji. Ćwiczenia też ciekawe – każdy z nas miał zrobić własny komunikat Joynera, który potem oceniała anonimowo grupa studentów jako docelowi konsumenci. Świetnym pomysłem był też projekt „tajemniczy gość” – każda grupa wybierała sobie restaurację do której się uda i oceniała ją pod względem określonych standardów. Naprawdę ciekawe zajęcia.

Ekologia i ochrona środowiska – zapytać się można, po co to na tym kierunku? A jednak przedmiot jest i ma nawet 3 punkty ECTS. O ile wykłady były ciekawe i widać było, że Prowadząca wkłada w to mnóstwo swojego czasu, aby się do nich przygotować, o tyle ćwiczeń nie wspominam już tak kolorowo. Walczyłam na nich ze snem, nie mogłam się kompletnie na nich skupić i często przez to nie wiedziałam co mam robić. W ogóle nie rozumiałam co Prowadzący każe robić, zresztą większość osób odnosiło takie wrażenie, że i on i my jesteśmy tutaj na siłę. Oprócz tego beznadziejne było to, że wykłady skończyły się w połowie semestru, a ćwiczenia trwały dalej bo były co 2 tygodnie. Nonsens.

Podstawy organizacji i zarządzania – Pani Profesor miała własną działalność gastronomiczną, więc na temacie się znała. Jednak mieliśmy z tego przedmiotu tylko wykłady, więc była to jedynie sucha teoria przeplatana na szczęście czasem jakimiś anegdotami czy radami. Oprócz tego do wykonania było zadanie projektowe, a mianowicie analiza SWOT wybranego przedsiębiorstwa z branży.

Socjologia z elementami psychologii społecznej – można by ująć, że kolejny zapychacz, który jest chyba jednak konieczny, ponieważ uczelnie muszą organizować jakiś przedmiot „ogólny”. Na szczęście i Wykładowczyni i Prowadząca ćwiczenia miały tego świadomość. Wykłady były dla mnie często powtórką z WOS-u z liceum, a na ćwiczeniach każdy miał po prostu prezentację na wybrany temat socjologiczny. Jeśli ktoś się przyłoży, to może sobie dzięki temu podciągnąć jakoś oceny.

Maszynoznawstwo i wyposażenie technologiczne w gastronomii i hotelarstwie – wkraczamy tu w świat obliczeń, wykresów, tabelek, schematów i zabawy z maszynami. Żeby wejść na ćwiczenia trzeba napisać wejściówkę, do której trzeba się pouczyć. Z każdych ćwiczeń trzeba też robić sprawozdania. Na początku brzmi to trochę przerażająco, ale wszystko jest do ogarnięcia. Jak się złapie pewien rytm, to nawet nauka do wejściówek trwa mniej czasu. Ćwiczenia polegają na tym, że po prostu pracuje się z maszynami, bada dane parametry itp.. Nierzadko dzięki temu można coś schrupać 🙂 Podczas ćwiczeń z frytkownicą wszyscy zlatują się na frytki, przy mikrofalówce uwieńczycie badania zjedzeniem mrożonej pizzy, a przy grillach czeka na was mięsko.

Prawo żywnościowe – najbardziej nudny przedmiot jaki był – i nie chodzi tu o Prowadzące, które są sympatyczne i wyrozumiałe, bo wiedzą, że to temat cięższego kalibru – chodzi tu o samą tematykę. Po tym przedmiocie cieszę się, że nie poszłam na prawo. Mnóstwo rozporządzeń, definicji prawnych, itd. Podczas nauki nie wiecie jak się tego w ogóle uczyć, bo ogrom notatek przeraża. Jeśli kochacie UE, to Wasze uczucie do niej po tym powinno osłabnąć 🙂

Bezpieczeństwo pracy – przedmiot wydawałby się nudny. I taki był na pierwszym spotkaniu, który prowadził jakiś Pan od pierwszej pomocy. Jednak kolejne zajęcia odbywały się z kobietą, która miała tyle wiedzy i doświadczenia a przy tym mnóstwo sympatii, że specjalnie dla niej na te wykłady się zostawało. To mówi samo za siebie.

Jedna moja rada. Wielu wykładowców proponuje studentom robić pierwsze zaliczenia na ostatnich zajęciach, aby potem nie mieć tego tak dużo podczas sesji. Naprawdę warto się do tego przyłożyć. Wszystko da się pokonać, jeśli odrobinę z siebie dacie. Mi dzięki temu na sesje zostały tylko 2 przedmioty, bo resztę zaliczyłam w styczniu. Jeśli uda mi się dobrze je napisać w pierwszych terminach, to zamiast sesji poprawkowej będę miała po prostu ferie 🙂 Nie zostawiajcie wszystkiego na ostatnią chwilę, chyba że lubicie sobie potem utrudniać życie. Wyobrażacie sobie zaliczać 11 przedmiotów podczas 2 tygodni sesji? Ja, nie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s