U Fukiera – wrażenia z Restaurant Week(end)u

Wpis może trochę spóźniony, ponieważ wspominany wcześniej przeze mnie Restaurant Week(end) (tutaj) miał miejsce jakieś trzy tygodnie temu, jednak wrażenia po nim zasługują jak najbardziej na opublikowanie.

Restauracja wygląda pięknie późnym wieczorem w otoczeniu rynku Starego Miasta. Wnętrze mimo tego, że jest ciasne, co wynika ze specyfiki architektury starych kamienic, urządzone pięknie w starodawnym stylu. Nastrojowe oświetlenie, urocze dekoracje. Część restauracji, która została wydzielona dla gości z Restaurant Week(end)u znajdowała się niejako w piwnicy lokalu. Tu również panował miły nastrój. Boczne oświetlenie w towarzystwie starych cegieł budowało miły klimat.

Na stole czekał już na nas chleb z masełkiem, lecz mimo to od razu podano przystawkę, którą był tatar po polsku. Niezwykle delikatne mięso w towarzystwie takich dodatków jak papryczka chili, kawałeczki ogórka kiszonego czy cebuli, rozpływało się w ustach. Po tatarze na stole zagościł barszcz czerwony. Nic, ale to nic nigdy nie przebiło barszczu, który moja Babcia z Bieszczadów robi na Wigilię, jednak ten był wyjątkowo dobry – prawie dorównał mojemu faworytowi 🙂 Delikatnie słodki i kwaśny miło rozgrzał żołądek.

Nadszedł czas na danie główne, które składało się z pieczonego udka kaczki z jabłkami, kapustą wraz z śliwkami oraz pieczonymi kuleczkami ziemniaków. Całość polana obłędnym sosem. Skóra udka była pełna przypraw, czuło się to bogactwo aromatów. Reszta również przyjemna w smaku.

jedzonko fukierW końcu przyszła kolej na moją ulubioną część każdego posiłku – deser. Była nim zupa „nic” podana z owocami, pistacjami i kulką lodów. Tak pyszna jak i słodka. Jak to trafnie określiła towarzysząca mi przyjaciółka „niezwykłe doznania smakowe”. Naprawdę można się było zasłodzić.

Jedyne co można potraktować jako minus to to, że kelnerzy nie zaproponowali nam niczego do picia, goście musieli się sami o to upomnieć. Może było to wynikiem tego, że napoje nie wliczały się w imprezową ofertę.

Wypad do restauracji „U Fukiera” zaliczam jako udany. Było tam po prostu pięknie, a i najeść się było można. Jestem tylko ciekawa, jak funkcjonuje restauracja w normalnym trybie.

Reklamy

Jedna odpowiedź na “U Fukiera – wrażenia z Restaurant Week(end)u”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s