Typy klientów

Są różne typy ludzi chodzących po tym świecie, tak więc i różni klienci przychodzą do lokalów gastronomicznych. Jedni są bardziej mili, drudzy bardziej obojętni. Po mojej półtoramiesięcznej pracy kilka typów da się wyróżnić. Wpis ten piszę z dystansem i na wesoło, bo z każdego nawet najkrótszego spotkania z drugim człowiekiem da się coś wyciągnąć.

ROZCHICHOTANE NIEWIASTY Nie ważne ile mają lat – 15 czy 45. Stoją w swojej grupce i cały czas szczebioczą. Wesolutkie, roześmiane, aż nie wiadomo czy im przerywać. Czasami ma się wrażenie, że nieważne co im się poda to i tak chodzi głównie o to, żeby miały w ogóle przy czym porozmawiać. Na tym przykładzie doskonale widać, że do restauracji nie tylko przychodzi się zjeść, ale też i pogadać.

UŚMIECHNIĘTY GŁODOMÓR/SMAKOSZ Ulubieni klienci. Uśmiechnięci i zawsze uprzejmi, a gdy podaje się im jedzenie, to aż oczy im się świecą. Główną część tej grupy stanowią stali klienci. Kiedy ich widzisz witasz się i od razu recytujesz z pamięci, co chcą zamówić. A oni są zachwyceni. Łatwo się ich zapamiętuje, tym bardziej jeśli są charakterystyczni. Często np. obsługiwałam pana, który miał oryginalną, bo dosyć cienką barwę głosu, był przesympatyczny i zawsze zamawiał gaspacho bez pomidorków. Gdy już tylko widziałam go z daleka, uśmiechaliśmy się nawzajem do siebie.

SFRUSTROWANA MARUDA Każdy może mieć gorszy i lepszy dzień. Każdy może być zmęczony po pracy. Lecz to nie usprawiedliwia wylewania swoich frustracji na inne obce osoby. Taki klient podchodzi i na wstępie zamawia z pretensją w głosie, na dodatek jeszcze nie precyzując o co mu chodzi. Jeśli się dopytujesz i powtarzasz jego zamówienie, aby nic nie pomylić, on coś zmienia i mówi, że to ty tak powiedziałeś a nie on. Albo stara udowodnić ci twoją niekompetencję. Przykład z życia wzięty. Pani zamówiła „sałatkę i do tego krewetki”. Koleżanka zrobiła ją tak jak jest w standardach restauracji – na sałatkę ułożyła krewetki, gdyż tak układa się u nas wszelkie rzeczy dodatkowe. Reakcja klientki: „Cóż, widzę, że język polski jest językiem trudnym. Ja nie zamawiałam sałatki „z” krewetkami, lecz powiedziałam, że mają być do niej DODATKOWO krewetki. Proszę krewetki przełożyć na drugi talerzyk.” Najlepiej zacisnąć zęby i nic nie mówić. Wypełnić swój obowiązek i tyle. Lecz naprawdę nie radziłabym nikomu wyżywać się na kelnerach czy ludziach z obsługi. Pamiętajmy, że różne są lokale i niektórzy wymyślają najróżniejsze formy cichej zemsty…

ANALFABETA Niestety muszę stwierdzić, że ludzie często nie czytają menu. I wtedy albo mają pretensję dlaczego ostatecznie danie jest takie jakie jest albo prowadzi się z nimi niekończące się dyskusje. Przykład z mego życia wzięty: – Dzień dobry. Co będzie dla Pani? – Chciałabym sałatkę z krewetkami. – Ale którą sałatkę? Krewetki u nas w restauracją mogą być jako dodatek do każdej sałatki. – O, to taką z krewetkami właśnie. – Dobrze, ale którą sałatkę Pani wybiera. – No taką z krewetkami…. Są też klienci, którzy pytają się, co mamy w ofercie. rozumiem pytania typu „co pani poleca?”, ale czy naprawdę ktoś chce, aby wymieniać mu po kolei kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt pozycji z menu? Nie lepiej po prostu wziąć kartkę i przeczytać? Każdy ma inny gust i co innego mu smakuje, lepiej samemu dokonać wyboru, ewentualnie poradzić się w celu upewnienia.

PO PROSTU KLIENT Przychodzi, zamawia, odbiera. Nic dodać, nic ująć.

BYCZEK-PODRYWACZ Przychodzi studencik, rzuca komplementami, uśmiechy, końskie zaloty i ten zachwyt gdy w odpowiedzi na pytanie o czas oczekiwania na potrawę, mówię że potrwa to pół minuty: „Naprawdę? Tak szybko pani to zrobi? Niesamowite!” Aż człowiek ma ochotę roześmiać się z tego kabaretu.

CHODZĄCE ORYGINAŁY Nie chodzi mi tutaj o to, że ktoś się wyróżnia ubiorem czy tym, że prosi o odrzucenie jakiegoś składnika. Mówiąc o tego typu klientach mam na myśli ludzi, którzy w swoich życzeniach naprawdę są niezwykli. Przykład klienta mojego kolegi: kobieta zamówiła u niego pastę. Nic dziwnego by w tym nie było, gdyby nie to, że ta pasta miała być bez makaronu. Biedny głowił się co ma podać, aż w końcu na talerzyku położył kubeczek sosu i wszystkie składniki jakie wchodziły w skład dania. Oczywiście oprócz makaronu. Drugi przykład już z mojego doświadczenia. Przyszedł facet i chciał zamówić sałatkę wegetariańską, a nawet wręcz wegańską. Prosił o jakieś dodatkowe rośliny strączkowe, „żeby mieć dużo siły”. Oczywiście odbyła się dyskusja na temat ceny dodatków. Na koniec gdy zapytałam się, czy posypać mu sałatkę serem odpowiedział: „Nie! Nigdy! To ze zwierzęcia!” Rozumiem, że różne są diety, ale nie popadajmy w paranoję…

To tyle z przeglądu typowych klientów. Cóż, pewnie kolejne czekają na odkrycie 🙂

Reklamy

Jedna odpowiedź na “Typy klientów”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s