Japońskie komiksy kulinarne i rzecz o tamtejszych słodyczach

14 i 15 czerwca w Warszawie odbył się Big Book Festival, czyli mówiąc w skrócie międzynarodowe święto wielbicieli książek. Miałam przyjemność pracować przy nim jako wolontariuszka. Miałam szczęście – koordynatorka nie wiedząc o moich zamiłowaniach, przydzieliła mnie do bloku Literatura dla kucharek. I dzięki temu 14 czerwca miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w spotkaniu o… komiksach kulinarnych, które miało miejsce w Barze Prasowym. Wykład prowadziła Magdalena Tomaszewska-Bolałek, specjalistka w dziedzinie kuchni japońskiej i jej kultury.

O tym, że istnieje takie coś jak komiks kulinarny w ogóle nie miałam zielonego pojęcia. Sama osobiście nie przepadam za japońską mangą, więc też w owe klimaty nigdy się nie zgłębiałam. Jednak wykład okazał się dla mnie niezmiernie ciekawy.

GURUME MANGA, CZYLI MANGA SMAKOSZY

Komiks kulinarny w Japonii określają mianem gurume mangi. „Gurume” jest słowem, które zapożyczyli z języka francuskiego (fr. gourmand), co oznacza po prostu smakosza, łasucha. Fabuła komiksu oprócz kulinarnych wątków o filetowaniu ryb, czy prowadzeniu restauracji posiada oczywiście wątki obyczajowe (z wykładu wywnioskowałam, że często pojawia się motyw konfliktu na polu ojciec-syn) czy miłosne. Komiksy te są tam tak popularne, że potrafią liczyć po kilkadziesiąt tomów lub często być także inspiracją do powstania serialu telewizyjnego.

ObrazekWybór komiksów jest naprawdę niezwykle duży. Powyżej są przedstawione okładki jednych z najpopularniejszych pozycji. Bohaterką pierwszego z nich jest tytułowa Ando Natsu, która marzy o tym aby zostać cukiernikiem. „Kami no shizuku” to opowieść z winem w roli głównej, która popularność zdobyła również w Stanach Zjednoczonych. „Oishinbo” to komiks o dziennikarzach, a jego głównym bohaterem jest cyniczny krytyk kulinarny. Seria jest bardzo popularna wśród dorosłych Japończyków. Same komiksy są o tyle ciekawe, że możemy w nich rzeczywiście znaleźć opisy poszczególnych czynności kuchennych czy wykonywania przepisów.

INNE PODEJŚCIE DO FACHU

To co mnie najbardziej zafascynowało, to nie tyle opowieść o samych komiksach co różnice w postrzeganiu jedzenia przez Azjatów i Europejczyków. Jedzenie w jakichkolwiek europejskich produkcjach zazwyczaj tak naprawdę jest tłem wydarzeń a nie ich głównym bohaterem. Weźmy na przykład produkcję TVN-u, czyli serial „Przepis na życie”. Tam kuchnia tylko stanowiła ładną oprawę pod losy bohaterów. U Azjatów to kuchnia gra główną rolę. Za kolejny przykład zupełnie odmiennego postrzegania kultury jedzenia pomiędzy tymi dwoma cywilizacjami autorka spotkania podała recenzje kulinarne. Europejczycy najczęściej zwracają uwagę na fakturę, walory zapachowe, kolorystyczne, itd natomiast Azjaci jakie emocje wywołują u nich podane danie. Cała też różnica polega na tym, że Azjaci bardzo emocjonalnie podchodzą do jedzenia, jest ono dla nich swoistym rytuałem, co możemy np. zauważyć w tradycyjnym japońskim przygotowywaniu i piciu herbaty. Japończycy jeśli się spotykają to głównie po to żeby zjeść. U nas jedzenie jest dodatkiem do spotkania. Rozmawiamy, śmiejemy się, a przy okazji skubniemy sałatki co stoi przy stole. Japończyk podobno potrafi popłakać się ze wzruszenia, gdy coś naprawdę mu zasmakuje.

Samo podejście do zawodu kucharza jest też zupełnie inne. U nas kończy się kurs np. sushi mastera i po prosty się nim jest. W Japonii wygląda to zupełnie inaczej. W tradycyjnych lokalach nieważne jakie szkoły skończysz i tak na początku idziesz np. na zmywak i możesz co najwyżej obserwować jak się robi dane specjały. Potem pomału pozwalają ci na większe uczestnictwo w procesie samego już gotowania. Właściwa praktyka zajmuje tam lata, a sami kucharze siedzący w swojej branży już np. kilkadziesiąt lat, mówią z ogromną skromnością i pokorą, że jeszcze wszystkiego się nie nauczyli. Często rodzinne restauracje są zamknięte dla personelu, który miałby pochodzić z zewnątrz. Receptury są pilnie strzeżone.  To tradycja, tradycja i jeszcze raz tradycja. Nawet w komiksowych konfliktach międzypokoleniowych , kiedy np. ojciec kłóci się o daną recepturę z synem i tak zawsze wygrywa tradycja.

JAPOŃSKIE SŁODYCZE

Magdalena Tomaszewska-Bolałek jest autorką książki „Japońskie słodycze” i spotkanie z nią w ramach festiwalu również zahaczyło o tę tematykę.  Powiem szczerze, oglądając zdjęcia tradycyjnych japońskich słodyczy, można śmiało stwierdzić, że to małe arcydzieła sztuki. Zresztą sami popatrzcie.

wga Japonskie-slodyczewagashi

Patrząc na te słodkości, widzimy, że są tak piękne i starannie wykonane, że aż szkoda je zjeść 🙂 Ja niestety nie miałam osobiście okazji spróbować takich japońskich specjałów, ale śmiało mogę stwierdzić, iż jest to kolejna rzecz którą muszę zrobić.

Oczywiście jak to w dzisiejszych czasach bywa, tradycyjne słodycze są wypierane przez te pochodzące z Europy i Ameryki, co skutkuje upadkiem firm, które działały nawet… przez kilkaset lat! Ta wielowiekowa działalność robi na mnie ogromne wrażenie, ponieważ kiedy w Europie firma działa około kilkudziesięciu lat, to to już jest coś.

To spotkanie z japońską kulturą i kuchnią okazało się dla mnie niezwykle inspirujące i ciekawe oraz uświadomiło mi, jak taka pozornie prozaiczna rzecz jak jedzenie może odzwierciedlać ducha danej cywilizacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s